• Wpisów:8
  • Średnio co: 205 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 12:25
  • Licznik odwiedzin:1 955 / 1848 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witam po krótkiej przerwie,,,,
Po dłuższym rozmyślaniu nad dalszym pisaniem mojego życia,dotarło do mnie przekonanie, że przez dalsze pisanie mojego bloga musiał bym opisywać powiedzmy takie osoby, ale to już z bardzo wysokiej półki i z tego względu boję się.
Wspomnę że moja psychika i zdrowie wytrzymało, te wszystkie dalsze poniżenia do Roku 1990.
Zakończyło to się pobytem na oddziale Kardiologicznym i dalszym skorzystaniem z renty.
Na dzisiejszy dzień jestem człowiekiem Odrodzonym na nowo w Jezusie Chrystusie.
Dziś mogę powiedzieć że w Imieniu Jezusa Chrystusa Przebaczam Janowi wszystkie lata mojego, poniżania....
 

 
Święta i Nowy Rok udało mi się spędzić w rodzinnym gronie, spokój równowaga psychiczna powróciły do normalnego stanu. Rok 1985 był coraz gorszy pod względem wytrzymałości psychicznej i w miarę godności człowieka.Jak się domyśliłem Jan był człowiekiem pokroju że obojętnie jakie warunki atmosferyczne, to kierowcy miejsce jest zawsze w samochodzie. Był bardzo mroźny dzień a tym bardziej już samo popołudnie. Godzina 16.00. wyjazd około 60.kilometrów, po dojechaniu na miejsce widzę ładny budynek szkoleniowy, Jan opuszcza samochód i znika za rokiem budynku widzę przyjazdy innych samochodów, ale bez kierowców, pomyślałem że przyszło mi czekać samemu z włączonym radiem, temperatura na zewnątrz dość sroga, tak wytrzymałem parę godzin, nadszedł już późny wieczór postanowiłem opuścić samochód i wejść do budynku, udało mi się poszukać duże pomieszczenie z telewizorem, myślę tu będzie mi w miarę dobrze, ciepło telewizor i od czasu do czasu ktoś wchodził siadał z myślą obejrzenia programu telewizyjnego.
Jednak radość moja nie trwała długo może godzinę, w jednej chwili ujrzałem Jana widzę w blasku lamp jak się żyły na szyi coraz bardziej prężą i z mocno podniesionym głosem, nie zważając na obecne osoby na sali wykrzykiwał a Ty co tu robisz Twoje miejsce jest w samochodzie, ze spuszczoną głową i takim z mojej strony wstydem w sercu opuściłem salę, udając się do samochodu. Włączyłem silnik czekając aż będzie w miarę ciepło, po jakieś godzinie ujrzałem Jana jak dochodzi ale już w odmiennym stanie, ruszyłem kierując się w stronę powrotną, po drodze była już prawie noc wyprzedziłem jadący przede mną dziwnie zachowującą się samochód, w blasku reflektorów zobaczyłem napisy taxi, zbliżając się prawie do pobliskiej miejscowości, Jan wyszeptał słowa jeżeli zauważę kogoś idącego chodnikiem mam się zatrzymać i pytać się o nazwisko gdzie dana osoba mieszka. Po chwili widzę faceta na rowerze zatrzymałem samochód i w trakcie zapytania o nazwisko za moimi plecami usłyszałem huk, mijająca taksówka z nie wielką siłą wjechała w tył służbowego auta, po paru chwilach stwierdziłem że Jana już nie ma w samochodzie, czekając w tych latach na Milicje, obejrzałem i stwierdziłem że mam tylko uszkodzony tył samochodu, po spisaniu przez władze okoliczności i winy tamtego pojazdu, byłem gotowy do dalszej jazdy. Ale był problem bo nie było Jana, po paru chwilach widzę że jakiś chłopak dochodzi do mnie i mówi że ten Pan jest u nas w domu, więc po małej chwili dojechaliśmy, poproszono mnie do środka widzę że Jan już przy rozmownej wodzie z poczuciem humoru nocnego, dobrze sobie radzi na szczęście nie trwało to długo, po krótkim czasie dotarliśmy do domu, Jan wesoły ja poniżony ale byłem dobrej myśli że trochę znów przyjdę do siebie, bo remont samochodu trochę potrwa.
 

 
Grudzień nadchodzą Święta wyjazd jakieś 70- kilometrów od domu, po przyjechaniu na miejsce kierowcy znów w sali przy obfitym stole, a Panowie wyjazd na Polowanie, ale już teraz z dokładnym oddawaniem strzałów do zajączków, po kilku godzinach powrót polowanie udane. Panowie osobna sala i tak kilka godzin, czas wyjazdu w bagażniku cztery może pięć zajączków, późna wieczorowa pora, na dworze mróz droga ślizga, no i zaczynają się odwiedziny ja w samochodzie, nie wyłączając kluczyka stacyjki przy dmuchawie, mija kilka godzin, ale jest już północ widzę po przejechaniu kilkanaście kilometrów jak Jan śpi, włączyłem na maksa ogrzewanie i tak dojechałem szczęśliwie pod dom Jana, w ramach prezentu dostałem zajączka.
Po dojechaniu do garażu złapałem w rękę prezencik, i tak doszedłem do mieszkania, spojrzałem na zegarek była już czwarta nad ranem.
 

 
Nadeszła zima nawet dość mroźna, tak sobie pomyślałem jak mi teraz przyjdzie siedzieć po kilka godzin w samochodzie to chyba nie wytrzymam, ale zawsze mogę włączyć ogrzewanie i tym się ciszyłem.
Nadszedł czas Polowań a mój Jan był bardzo mocnym ulubieńcem takich wypadów.
Pierwszy mój wyjazd samochodem terenowym na Polowanie, jest do dziś nie mile wspominany, po dojechaniu na miejsce w środek lasu, zobaczyłem piękną polanę, widzę że mój Jan trzyma w ręce sztucer, po kilkunastu minutach widzimy dzika w kilka sekund Jan zaproponował zrobić ze mnie podpórkę do strzału, ja poddenerwowany widzę koło mego ucha lufę, po oddaniu strzału od wszystkiego się poruszyłem, ta moja rekcja na strzał w Janie spowodowała taką złość że tak mną szarpał i wyzywał używając wulgarnych słów, obwiniając mnie za nie udany strzał. I tak to się skończyło że było to moje pierwsze i ostatnie Polowanie, postawiłem się i powiedziałem że nie leży to w mojej pasji aby kiedykolwiek brać udział w Polowaniu.


 

 
Tak te wyjazdy trwały trzy dni, w tym pięknym malowniczym krajobrazie stawów, od czasu do czasu musiałem zadbać aby kieliszek był napełniony.
Zbliżał się wieczór,szykując się do wyjazdu otrzymałem polecenie że po drodze wstąpimy do leśniczówki, gdzie mój szef nazwijmy go Jan upajał się trunkami w przytulnym ciepłym pokoju, a ja oczywiście w samochodzie w fotelu czekałem na Jana do późnej nocy. Kątem oka widzę jak się drzwi w samochodzie otwierają a było już, dobrze po pierwszej w nocy, uradowany że za parę kilometrów odstawie szefa do jego pięknego domu, a tu niespodzianka muszę trzymając,aby nie wywinął koziołka przechadzać się po pięknym parku. Trwało to jeszcze godzinę gdy przyszedł prawie do takiego powiedzmy normalnego stanu, podprowadziłem go do domu i byłem wolny. Takie były w tym okresie czasy, mieszkanie służbowe, nie można było nić powiedzieć słuchać i wykonywać polecenia w obawie że pozbędzie się człowiek mieszkania, gdzie już miałem rodzinę i oczywiście pracy. Następne dni już były normalne wyjazdy spokój w dobrym czasie powrót do domu, aby porozmawiać i nacieszyć się rodziną.
 

 
Mój pierwszy wyjazd miał około 100 km. na naradę dyrektorów, po przyjechaniu na miejsce dla wszystkich kierowców była przygotowana sala, z obficie zastawionym stołem oraz z ciepłą herbatką.
Na salę gdzie siedzieli Panowie nie było okazji wstępu. Po kilku godzinach zobaczyłem mojego dyr. już dobrze wstawionego, powrót do domu przebiegał z odwiedzinami po znajomych aby się dopić, trwało to prawie do późnej nocy,a ja oczywiście musiałem siedzieć w samochodzie i czekać. W domu byłem już prawie świtało, po przespaniu się kilka godzin następny wyjazd , ale już tylko kilka kilometrów, do pięknego miejsca położonego w środku lasu, były tam wspaniałe stawy rybne, a celem tego wyjazdu było leczenie kaca z dalszym popijaniem, i wtedy zrozumiałem że mój pasażer ma problemy alkoholowe.
 

 
Początek był wspaniały,czysta praca,ładnie ubrany,dyr.całkiem nie zły,częste wyjazdy bardzo mi to pasowało.
 

 
Był rok 1984 pracowałem w jednym z największych Kombinatów Rolnych jako mechanik samochodowy,musiałem poddać się operacji nerki,otrzymałem zaświadczenie że na okres dwóch miesięcy nie mogę wykonywać pracy w swoim zawodzie.
Przeniesiono mnie na stanowisko magazyniera,po okresie jednego miesiąca otrzymałem propozycję kierowcy, dyr. Bardzo się cieszyłem, nowy Polonez czysta praca, pamiętam jak otwierałem drzwi samochodu dziękowałem Bogu za tą prace, ale szybko moja radość okazała się koszmarem.